<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Elektryczna wadza> 
<author_1=Wiech>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year=1951>
<month=2>
<date=1951-02-04>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Zapali si sygna zielony. Z obydwu przeciwlegych chodnikw na rogu Marszakowskiej i Alej Jerozolimskich ruszyy na siebie dwie awy bardzo si pieszcych przechodniw. W mijajcym mnie tumie ujrzaem nagle wynios posta pana Piecyka, ktry z min bardzo zafrasowan przebiera popiesznie nogami, woajc na prawo i lewo:
 Przepraszam, przepraszam  i od czasu do czasu rzuca niespokojne spojrzenie na sygnaow wieyczk.  Dzie dobry, panie Teosiu, dokd to tak spiesznie?  Schwyciem go poufale za rk. Nie zatrzyma si nawet, ale pocign mnie za sob w przeciwnym kierunku.  Chod pan, chod pan ze mn. ywo trzeba zej z ulicy, bo z elektryczn wadz artw nie ma.
Kiedy wyldowalimy na chodniku, ju si palia lampa czerwona.
 Widzisz pan o may figiel bylibymy nie zdyli, bo zegarowy milicjant dla nikogo uwzgldnienia nie uskutecznia i przepisowy mandat bez litoci zasuwa.  Elektryczna wadza, zegarowy milicjant panie Teosiu, o czym pan mwi?  Jak to, to pan nie wiesz? Nie syszae pan o technicznej nowalijce w warszawskiem ruchu koowem?  Jako nie.  To rzu pan okiem na ambon!  Tu pan Piecyk wskaza mi na metalow wieyczk, z ktrej milicjant zazwyczaj kieruje ruchem pojazdw, za pomoc wczania odpowiednich sygnaw wietlnych.  No i co pan widzisz?  Widz, e pusta.
 Wanie pusta. A latarki si zapalaj?  Zapalaj.  To wanie zegarowy wadzuchna funkcjonuje. Automat kolorowy gasi i zapala i w oglnoci leguracje ruchu uskutecznia. Trzeba koniecznie o tem wiedzie, eby si nie naci tak jak ja. O may figiel nieszczcia nie narobiem, a i tak niewski mandacik musiaem zapaci.  Jake to byo, niech pan opowie. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>